Komu się opłaca?
Kiedy zastanowię się, ilu znam ludzi młodych, którzy kilka lat temu ukończyli studia, i którzy mieszkaliby w domu czy mieszkaniu kupionym za zarobione przez siebie pieniądze – nie mogę sobie przypomnieć, abym znała kogoś takiego. Owszem, ludzie ci mają mieszkania, domy czy wielkie apartamenty, ale to nie dzięki własnej pracy. Mają je dzięki rodzinie, bogatym rodzicom, czy dzięki temu, że mogli wziąć kredyt, który będą spłacać przez połowę swojego życia lub dłużej. Dlaczego się dzieje tak, że człowiek nawet po kilku latach ci꿫kiej pracy, nie może sobie pozwolić na kupno mieszkania? Czy to jest normalne, że pracując w zawodzie pielęgniarki (w Polsce), nauczyciela czy wykładowcy – nie stać człowieka na to, aby w ogóle gdzieś mógł mieszkać? Pozostaje mu wynajmowanie mieszkania, zamieszkanie z rodzicami lub przyjęcie pieniędzy od niech (o ile mają) albo kredyt.
Kogo zatem stać na budowę mieszkania? Gdyby nie spadki po rodzinie i pomoc rodziców, młodzi ludzie naprawdę byliby bezdomni (ci, którzy zarabiają 1 tys. zł miesięcznie lub 2 tys. niewiele mogą odłożyć, ponieważ muszą coś jeść, w coś się ubrać i gdzieś mieszkać, nie mówiąc już nawet o wydatkach tych, którzy posiadają dziecko i chcą je wysłać do przedszkola czy na jakieś zajęcia).
Banki korzystają na tym, oferując kredyty na zakup czy budowę mieszkania. Jednak taki kredyt nie jest dla każdego. Trzeba mieć stała pracę, a jeżeli pracuje się na umowę zlecenia czy o dzieło – trzeba mieć jakiś dochód w miarę pewny i stały, który trzeba udokumentować. Jednak, czy kiedy człowieka dzieli od dopływu kasy jedynie coś tak niepewnego, jak umowa o dzieło, można mówić o stałych czy pewnych dochodach?
Kogo o to winić? Czy nas, Polaków, przyzwyczajonych do tego, aby brać gotowe i korzystać, jeżeli się da? Czy brak pracowitości? A może niskie kwalifikacje? Z pewnością nie to ostatnie. Znam wiele osób, które mają wykształcenie, które powinno zapewnić dobre życie. Czy jednak samo wykształcenie może zapewnić jakiekolwiek życie? Może brak młodym Polakom operatywności i sprytu? A może konkretnych umiejętności?
Nasz kraj jest drogi. Jest drogi dla tych, którzy tu pracują i nie zarabiają ponad średnią krajową. A skoro średnia krajowa jest tak niska, to dlaczego wszystko tyle kosztuje? Jak człowieka ma być stać na życie w tym kraju? W kraju, gdzie osobie z wyższym wykształceniem bardziej opłaci się sprzątać u bogatych ludzi, niż pracować w swoim zawodzie? Najbardziej jednak ciągle opłaca się wyjechać za granicę i może nawet nie wrócić? Po c㿠 wracać do kraju, w którym ściągają z ciebie podatek, pomimo, że zapłaciłeś go za granicą? Po co wracać, skoro nawet nie możesz zbudować tu domu, bo bez pracy nie będzie cię stać na ogrzanie go?
Komu więc opłaca się życie w tym kraju? Czy tylko byłym komunistom? Czy tylko tym, którzy mają bogatych rodziców, sponsorujących ludzi młodych? Jednak jest jeszcze jedna rzecz: kiedy człowiek ma bogatych rodziców, zwykle trafia się mu (oczywiście cudem, bo jakżeby inaczej!) dobra praca. Zatem z pokolenia na pokolenie rośnie bogactwo tych ludzi. Właściwie, nie ma ich za co podziwiać, ponieważ sami do niczego nie doszli. Jeżeli ktokolwiek zasługuje na podziw, to ci, którzy od rodziców nie mieli nic: ani domu, ani pieniędzy, ani nawet wykształcenia. Studia skończyli dzięki własnemu samozaparciu i pracy (oczywiście tej zarobkowej, ponieważ człowiek który nic nie dostał od innych musi jakoś żyć i utrzymać siebie i swoją rodzinę, jeżeli ją założył).
Komu opłaca się żyć tu? Pewnie tym, którzy zadowolą się minimum od życia, i którzy nie muszą odpoczywać, wyjeżdżać, korzystać z tego, z czego mogliby, gdyby mieli pieniądze. Polski minimalizm. I na nic więcej już nie wystarczy.
Design: Luka